Fascynujący rejs statkiem STS Pogoria Wiktorii Głowackiej

Data publikacji: marzec 2016

W sierpniu 2016 brałam udział w sesji letniej Akademii Liderów Fundacji Św. Mikołaja (notka z pobytu na stronie http://loslupca.pl/5654/moj-kolega-moim-przewodnikiem/), podczas której wszyscy uczestnicy uczyli się, jak przeprowadzić swoje projekty. Po kilku miesiącach przeznaczonych na ich realizację w naszych lokalnych środowiskach przyszedł w końcu czas na podsumowanie, którego forma okazała się dla nas wszystkich wielką niespodzianką. Wyobrażaliście sobie kiedyś, że spędzacie tydzień na morzu, pływając wielkim żaglowcem ? Ja  też nie, a właśnie w takich okolicznościach odbyła się sesja zimowa Akademii Liderów. Był to  rejs na statku STS Pogoria.

Moja przygoda rozpoczęła się w  Toruniu. Stamtąd wyjechaliśmy wczesnym rankiem, zatrzymując się jeszcze w Warszawie, Piotrkowie Trybunalskim oraz Gliwicach, by zebrać wszystkich liderów. A stamtąd przez Czechy i Austrię udaliśmy się prosto do Civitavecchia. Zanim wypłynęliśmy w morze, musieliśmy przejść wszelkie szkolenia, podczas których dowiedzieliśmy się, jak zaknagować liny, do czego służą różne rodzaje  żagli oraz co zrobić, gdy zobaczymy człowieka za burtą . Kapitan przedstawił nam także alarmy stosowane na Pogorii ( najgorszy z wszystkich to alarm do żagli – gdy tylko go usłyszysz, musisz wyjść na pokład ubrany w szelki bezpieczeństwa ). Ponieważ pogoda nam sprzyjała, wypłynęliśmy w morze późnym wieczorem.  Trochę bujało, nie tylko z powodu fal, ale także emocji, ponieważ stres związany z nową sytuacją początkowo powodował drżenie nóg.

Rejs okazał się być dla nas  szkołą przetrwania, ale zarazem wspaniałą przygodą. Pewnie wydaje się wam, że najgorszą rzeczą, z jaką musieliśmy się zmierzyć, był brak  internetu i  zasięgu? Nie ! Początkowo  brakowało  trochę kontaktu ze światem, jednak po dwóch dniach, nie zwracaliśmy już na to uwagi.  Byliśmy na tyle zgraną ekipą, że każdą wolną chwilę , jeśli akurat nie mieliśmy żadnej wachty lub drzemki przed nią, spędzaliśmy razem.  Najbardziej dokuczał nam jednak brak snu. Ekstremalnie było pewnej nocy, gdy o godzinie 22.30 (podczas drzemki mojej wachty) zabrzmiał nagle  alarm : na żagle .  Oburzeni tym faktem wyszliśmy na pokład rozkładać żagle, które po naszym ponad godzinnym wysiłku,  pięknie powiewały na wietrze. Jednak to nas nie zadowalało, gdyż od 24 zaczynała się nasza 4-godzinna wachta nawigacyjno-obserwacyjna. To był bardzo niespokojny czas ,  nie mogliśmy przez 4 godziny stać i obserwować zbliżających się obiektów , gdyż wiatr bawił się z nami w kotka i myszkę. 3 godziny manewrowaliśmy żaglami, próbując złapać dobry wiatr ( takie małe regaty), a gdy wreszcie wybijała godzina 4.00, każdy wyobrażał już sobie ten moment, kiedy położy się w koi… Wiatr ucichł, więc musieliśmy złożyć wszystkie żagle, by przejść na sterowanie mechaniczne. Z wszystkim uporaliśmy się do godziny 5.15, więc mogliśmy iść spać, lecz nie na długo , bo o  7.30 była pobudka na śniadanie.

Podczas rejsu mieliśmy okazję odwiedzić kilka portów Morza Śródziemnego.  Każde z tych miejsc  zachwyciło nas swoimi krajobrazami i zabytkami. Pierwszym z nich było  Bonifacio na Korsyce. Już sam widok wybrzeża Korsyki zapiera dech w piersiach, ale to co nam zafundował dodatkowo kapitan, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania . Dzięki niemu mieliśmy okazję wpłynąć pontonami do wnętrza jaskini. Turkus wody połączony z naturalną rzeźbą  jaskini wyglądał przepięknie.  Dodatkowo było to wielkie przeżycie, gdyż chociaż przez cały czas  przebywaliśmy  na morzu,  to dopiero teraz woda była na wyciągnięcie ręki. Dlatego niektórzy nie omieszkali spróbować śródziemnomorskiej wody.  Zgodnie z przewidywaniami okazała się słona!

Kolejnym punktem naszej podróży było Portovenere, jednak zanim do niego dotarliśmy, spędziliśmy prawie 2 doby bez kontaktu z lądem. Portovenere jest małym, dość typowym włoskim miasteczkiem z charakterystycznymi wąskimi uliczkami. Nie mogliśmy wrócić z niego, nie  próbując prawdziwej włoskiej pizzy!  Poza tym mieliśmy okazję, aby  się przekonać, jak mili są Włosi. Właśnie w Portovenere zostaliśmy zaczepieni przez  pewnego pana, który usłyszał nasze rozmowy miedzy sobą i był ciekaw, skąd jesteśmy.  Po krótkiej pogawędce opowiedział nam o kilku miejscach, które warto zobaczyć w okolicy oraz udzielił kilku praktycznych wskazówek.

Ostatnim portem, który odwiedziliśmy, okazało się Loano ( również we Włoszech). Chociaż każdy był już trochę zmęczony rejsem,  nie przekładało się to na naszą aktywność w wolnym czasie. Wykorzystywaliśmy go maksymalnie, wiedząc, że już lada dzień będziemy musieli się rozstać, ponieważ każdy mieszkał w  innej części Polski. W sierpniu byliśmy zupełnie obcymi  siebie ludźmi, ale pod koniec rejsu czuliśmy się jak jedna wielka rodzina, co sprawiało, że ten czas był jeszcze bardziej wyjątkowy.  To niesamowite jak Akademia nas połączyła.

Przygoda przygodą, ale przecież nie tylko po to się spotkaliśmy, aby pływać po Morzu Śródziemnym . Podczas rejsu każdy omawiał swój projekt i  zdawał raport ze swoich działań, omawiając napotkane problemy oraz akcentując to, czego  dowiedział o sobie podczas jego realizacji. Dzieliliśmy się swoją wiedzą oraz doświadczeniami i jestem  przekonana, że bardzo dużo to nas nauczyło. Przede wszystkim uświadomiliśmy sobie, jak ważny jest zespół, ponieważ jeśli coś robimy w grupie, to nam się uda, a samotnie nic nie zdziałamy. Doszliśmy również do wniosku, że ma to przełożenie na sytuację, w jakiej się znaleźliśmy. Jakie? Przecież , żeby postawić żagiel na Pogorii , nie wystarczy jedna osoba, dopiero dzięki współpracy uda się „ ruszyć z miejsca”.

Podczas pożegnań nie obyło się bez łez ( nawet tych męskich), co może   świadczyć o tym, że nie tylko rejs, ale i sama  inicjatywa Akademii Liderów okazała się  po prostu fantastyczna ! Akademia była dla mnie wspaniałym doświadczeniem, dzięki któremu mogłam poznać siebie, swoje umiejętności, a także  cudownych ludzi, od których dużo się nauczyłam. Teraz jestem odważniejsza i bardziej śmiała w kontaktach z innymi.  Poza tym mogłam zobaczyć piękny kawałek świata, a szczególnym przeżyciem  dla mnie  jako uczennicy klasy o  profilu biologicznym  była możliwość obserwacji  delfinów i orki w ich naturalnym środowisku. Na zakończenie chciałabym podkreślić, że dzięki Akademii Liderów Fundacji Św. Mikołaja spędziłam wspaniałe dni i nie żałuję żadnej chwili zarówno podczas sesji letniej jak i zimowej.

 

A to, co działo się na Pogorii, możecie zobaczyć tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=E4fn64Ta7f0

Wszystkie zdjęcia są autorstwa uczestników Akademii Liderów.